Strona główna Archiwum Forum Mapa ogrodów O nas Kontakt

Pokaż wątki Pokaż posty

Ogrodowe porażki

Mala_Mi
4b09e7ed0003533649f38e41

Dołączył: 13 sty 2012
Skąd: Rzeszów
Posty: 49239
Dodany 07:43, 10 cze 2012
Ja wszystkie kolczaki z wyjątkeim róż wyrzuciłam z rabat... i już nigdy tam nie wrócą..... faktycznie porażka...
____________________
Ogród Małej Mi - sezon 2017 / Sezon 2016 / Sezon 2015 / Część II / Część I / Wizytówka / Zlot-2014 / Zlot-2012 Mózg to nie mydło; nie ubędzie go, gdy się go użyje.
Laura
 ucja

Dołączył: 30 maj 2012
Skąd: Śląsk
Posty: 103
Dodany 21:55, 11 cze 2012
Dzięki za cenne rady czyba nie będę się spieszyć w tym roku z tym ogrodem i zainwestuje w dobrze zadbany tawnik. Poczytam, pomyśle, skorzystam z waszego doświdczenia
____________________
Ogród z gruszą
Jabeska
S 200x200

Dołączył: 15 mar 2012
Skąd: okolice Bielska-Białej
Posty: 663
Dodany 09:55, 11 lip 2012
Witajcie super wątek. tych ogrodowych porażek bywa czasem więcej niż sukcesów i lepiej skorzystać z doświadczenia innych ogrodników niż uczyć się na własnych błędach.
Ja założyłam siatkę na krety w szklarni. Została wkopana na taką głębokość żeby można było przekopywać ziemię i zostawiliśmy zakładki do wysokości tej podstawy, która jest wkopana w ziemię i wystaje ponad jej poziom. Wymyśliłam sobie, że kret nie ma szans się dostać do moich pomidorków. Powiesiłam paskudne puszki po piwie i błyskające płyty cd, żeby się tłukły na wietrze, wkopałam też elektroniczne urządzenie do odstraszania gryzoni. Jakież jednak było moje zdziwienie, gdy któregoś dnia odkryłam dziury i tunele! Nic nie pomaga
Włożyliśmy wiele pracy żeby wkopać tą siatkę, trzeba było przerzucić całą ziemię na głębokość kopania, ale okazało się, że cała praca na marne, bo siatka przeciw gryzoniom sprawdza się tylko położona pod powierzchnią trawnika.

____________________
Witajcie w Wyżełkowie proszę o pomoc w planowaniu Planowanie w Wyżełkowie pozdrawiam Joanna
szafra
Moje zdj cie 82aa

Dołączył: 28 lip 2012
Posty: 26
Dodany 17:34, 28 lip 2012
majkel0326 napisał(a)
Moje złe doświadczenia:

- kora na rabatach - może wygląda ładnie,ale przy stadku zwierząt,które posiadam była to mega porażka i szybko z niej zrezygnowałam,

tez kiedys wszystko co sie dało obsypywałam kora, kazdy krzaczek ,jednak pies leżący w kląbie kopie i cała praca na darmo ,obsadzam gęsto rabatki żeby chwasty nie miały gdzie rosnąc a jak już są to wolę je wyplewic niż patrzeć na ziemie zmieszaną z korą .W klombach kładę duzo kamieni tak by pies nie miał jak leżeć w kwiatkach
lampy solarne ktore zakupiłam tez nie zdały egzaminu w moim ogródku gdyż przy samej posesji jest lampa uliczna i wogóle sie nie zapalają :/
____________________
Uploaded with ImageShack.us
Darcy
Lavader

Dołączył: 03 sie 2012
Posty: 2
Dodany 13:02, 03 sie 2012 , edytowany o 13:03, 03 sie 2012
To mój pierwszy wpis na forum (witam serdecznie! ), a trafiłam tu właśnie dlatego, że moje dotychczasowe ogrodowe przygody to jedna wielka porażka. Do największych grzechów zaliczam:

- Kupowanie roślin bez zasięgnięcia fachowej informacji o tym, jakie mają wymagania i jak zmieniają się w ciągu roku (np. niski zielony jałowiec o ślicznych białych końcówkach jest zimą szaroburo-brązowy).
- Kupowanie roślin pod wpływem impulsu.
- Sadzenie zbyt wielu roślin na małej powierzchni, aby osiągnąć szybki efekt (paprocie przytłumiły hortensje, bodziszki muszę rozsadzać etc.).
- Brak wytyczonych rabat, czyli bezrefleksyjne sadzenie roślin prosto w trawnik i obsypywanie korą na zasadzie "a nuż się uda".
- Brak wytyczonych rabat oznacza również konieczność zrywania darni w wielu miejscach, co jest najbardziej katorżniczą czynnością, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić.
- Nieumiejętność znalezienie równowagi między nudnymi szpalerkami a rabatkami obsadzonymi zbyt wieloma gatunkami. W efekcie mam szpaler dereni, a obok chaotyczną rabatę z bylinami.

Za swój największy sukces uważam lawendę. Nie wierzyłam, że się uda, kupiłam ją po poraźce z jałowcowym szpalerkiem, a tymczasem zafundowałam sobie najpiękniejszą niespodziankę. Gdyby nie lawenda, rzuciłabym ogronictwo w diabły, nie wierząc, że mogę cokolwiek na tym polu osiągnąć.
Sebek
20160101 130510

Dołączył: 08 lut 2011
Posty: 49959
Dodany 22:48, 03 sie 2012
Witaj serdecznie Jeśli to Twoje pole lawendy w awatarku no to gratuluję
Tygrys

Dołączył: 15 sie 2012
Skąd: Gdynia/Kaszuby
Posty: 42
Dodany 21:19, 16 sie 2012
Moją porażką numer jeden było kilkadziesiąt metrów bieżących żywopłotu ze śliwy ałyczy. Sadzone to to było ładnych parę lat temu, gdy nie było dużego wyboru roślin. Wygląd żywopłotu był bez zarzutu, jednak miał wiele wad "technicznych". Jedną z wad były ciernie, które zawsze gdzieś tam się chowały na rabatach i w trawie po strzyżeniu żywopłotu. Nie pamietam już ile razy musiałem kleić dętki w taczkach, ile razy się pokłułem po rekach i co najgorsze ile razy stanełem na gałazce z kolcami, które są na tylke mocne i twarde, że potrafia przebić podeszwę konkretnego buta i wbić się w stopę. Te kolce zawierają coś, co powoduje bardzo duży ból - do tej pory pamiętam, że miałem problem z chodzeniem przez kilka dni, po porządnym ukłuciu w stopę. Inną istotną wadą był fakt, że mszyce wprost kochają młode liście i pedy ałyczy. Jeśli miałbym wskazać rośline-siedlisko mszyc numer jeden, to chyba obstawiałbym własnie śliwe ałycze. Do tego mszyce jak wiadomo wytwarzają spadź, a do tej przylatywało pełno os, które nie gardziły przy okazji wszystkim, co było na ogrodowym stole. Atakowały też puszki i butelki z piwem, a tego żaden porządny facet nie zniesie. Wkurzające były też opadające owoce, któred fermentowały i gniły wabiąc kolejne zastępy os i innego robactwa. Kilka lat temu pozbyłem się całego żywopłotu, co nie było łatwe , bo trzeba było obkopać i wyciachać siekierą korzenie, bo ałycza bardzo lubi odbijać od byle patyka pozostawionego w ziemi. Przypłaciłem tę walkę z korzeniami uszkodzeniem stawu kolanowego heh. Musiałem sobie zrobić z blachy wkładki do butów w obawie, że stanę znowu na kolczastej gałęzi - tu się wycwaniłem. Jednym z plusów wycięcia ałyczy jest to, że do dzisiaj mam jeszcze sporo drewna do wędzenia i na ognisko.

Przerabiałem też sumaka, rokitnika, pare lat temu pozbyłem się robinii (rozszczepił ją silny wiatr, a dzieła zniszczenia dokonczył mróz), która do tej pory odbija gdzie popadnie od korzeni. Wielką porażką była też mięta bagienna, która "przy okazji" introdukowałem do swojego oczka wodnego. Pozbyłem się tej mięty dopiero gdy zlikwidowałem stare, duże oczko i zrobiłem nowe, mniejsze. Porażką do tej pory jest trawa żubrówka, której nie mogę za nic wytępić. Padł mi siedmiometrowy tulipanowiec, którego bardzo lubiłem, mimo, że nie zdąrzył nigdy zakwitnąć. Pekł mu wzdłuż pień i sączył się z tego sok, a potrem wlazł w to grzyb. Żaden funaben i inne opatrywanie tej rany nie pomogły. Wydaje mi się, że takie pęknięcie spowodował nocny mróz w połączeniu z cieplymi promieniami słońca w ciagu dnia (jak to się zdarza w przypadku drzew owocowych, których się nie pobieli).

Porażką były też wszystkie rośliny o ograniczonej i dyskusyjnej mrozodporności - kilka rodzajów hebe, szczepiony na pniu hibiscus, cedr himalajski, opuncja, sośnica, kaki i kilka innych cudaków. Niektóre zimowały kilka zim, ale zawsze kończyło się tak samo źle - zwłaszcza w okresie przedwiośnia, gdy wszystko już się pooodkrywa, a tu bach - solidny przymrozek (a działkę mam od domu oddaloną o około 80 kilometrów i nie mam możliwości szybkiego, ponownego okrycia roślin). Dlatego wyleczyłem się z wszelakiej wydelikaconej "egzotyki".

Żałuję też, że w dolnej części działki, tuż przy lesie mam szpalery ze świerka pospolitego. Póiki co nie są złe, ale tylko czekać aż się ogołoca z wiekiem. Do tego mam żywopłot z modrzewia, więc ochojniki mają u mnie pole do popisu.

Oczywiście jak większośc ogrodników mam chorobę polegająca na kupowaniu roślin i zastanawianiu się potem: "gdzie ja to teraz zmieszcze?"

Tyle grzechów głównych sobie teraz przypominam.
____________________
arcobaleno
Dsc 0041

Dołączył: 04 sty 2012
Skąd: ze wsi pod Stargardem:)
Posty: 1240
Dodany 22:21, 16 sie 2012
Tygrys - no niezła opowieść Większość z nas popelnie pewnie błędy, niektóre są nie do uniknięcia dopóki się nie doświadczy na własnej skórze
____________________
Ogród Marty - Kochaj i podążaj za marzeniami...
popcorn
Mouse

Dołączył: 05 sie 2011
Posty: 27547
Dodany 10:08, 17 sie 2012
To i ja dołożę swoje 3 grosze

-nawożenie młodych roślin niedługo po posadzeniu - w efekcie spaliłam 7 ładnych cisów, 3 Rh, Rh na kijku (tani nie był
-zakładanie trawnika na nie ubitym podłożu - w efekcie trawa skiełkowała i mam góry i doliny zamiast idealnie równej powierzchni... a jak pomyślę sobie o glebogryzarce, wytrzepywaniu darni i sianiu ponownym to w ogóle mi się odechciewa
-położenie łupka granitowego zamiast równej kostki -z oszczędności. Miało być ładnie, inspiracje - zdjęcia były ok, ale trzeba jeszcze to umieć ułożyć... nasz "fachowiec" nie umiał...
- sadzenie bez wcześniejszego planu; w efekcie wokół tarasu nadal - po 2 latach od przeprowadzki - mam przechowalnię pojedynczych roślin, których nie mam serca się pozbyć, bo w większości były prezentami od rodziny...
-kupowanie roślin pod wpływem impulsu, tylko po 1 sadzonce i rozmyślanie w ogrodzie - gdzie to teraz upchnąć
-kupienie zbyt małej działki - nie wiedziałam że to mnie aż tak wkręci, a teraz nie mam już miejsca na nowe rośliny póki coś nie zmarznie

pozdrawiam!!
____________________
Mój nowy ogródek
Agacia
2014 week 22 cute gardening 673x480

Dołączył: 04 paź 2011
Skąd: Podlasie
Posty: 1431
Dodany 18:28, 24 sie 2012
popcarol napisał(a)

-kupienie zbyt małej działki - nie wiedziałam że to mnie aż tak wkręci, a teraz nie mam już miejsca na nowe rośliny póki coś nie zmarznie


Póki coś nie zmarznie
____________________
~ W ogrodniczkach ~
Korzystanie z portalu ogrodowisko.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce plików cookies